Welcome back, Muchness !!

Ktoś tu jeszcze zagląda? Nawet jeśli nie, to fajnie będzie przelać swoje myśli znowu na ten wirtualny papier. Tak myślałm o tym dlaczego było mi ciężko cokolwiek tu wrzucić i w końcu znalazłem! Znalazłem odpowiedź na pytanie "dlaczego to tak wyglądało dwie epoki temu". I czemu wygląda tak teraz. Pozwolę sobie na cytat i mam nadzieję, że Pani Sznurówka (Której I Tak Już Nie Ma) mnie za to nie zabije.
"To nawet nie jest tak, że nie ma o czym pisać. Mnóstwo rzeczy jest w mojej głowie i wszędzie dookoła. Całe, wielkie mnóstwo. Aż czasem przerażające. I może właśnie dlatego jakoś się nie składa." - 13.04.2009
Kilka razy próbowałem i nic. A może tym razem się uda... trzymajcie kciuki! (Rety... ale to było głupie. Przecież jeżeli to przeczytacie, to już będzie po wszystkim... nvm!) Let's go!

Dużo się zmieniło od kiedy ostatni raz coś tu napisałem. Mój blog zgasł, bo moje myśli się ustabilizowały na tyle, na ile to możliwe. A teraz... teraz wróciłem do siebie-sprzed-dwóch-lat i staram się nie stracić, cytując za Szalonym Kapelusznikiem, mojej/mojego Muchness. Czy mi wychodzi? Nie mnie to oceniać, choć wiem, że dużo pracy przede mną.
Dlaczego aż tyle? Bo kolejne wydarzenia sprawiają, że zdarza mi się wątpić w ludzi. Jasne! Jestem "twardy" i nie daję się stłamsić. Nawet jeśli za każdym razem będę dostawał po głowie, nawet jeśli za każdym razem będę się czuł niedoceniony to dalej będę pomagał ludziom kiedy będą tego potrzebowali. Pytanie tylko jak długo będę w tym trwał...

Haha! Jak to pisanie przynosi kolejne wnioski (whooo! Chyba mam o czym pisać! ;D). Ale do brzegu - Kiedy, jakby to powiedział pewien Krzysztof, "idę ulicą w niewielkim mieście" (nie mogłem się powstrzymać) staram się zmieniać świat na lepsze na tyle, na ile pozwala mi mój własny "stan". Uśmiecham się do ludzi, a jeżeli ktokolwiek z moich znajomych ma problem, to mnie to rusza i chcę coś z tym zrobić. Czy to źle? Oczywiście nie może mi się za każdym razem włączać syndrom Jezuska, bo nie wszyscy chcą pomocy, ale zawsze ją oferuję. Czy to nie jest dobra religia? Dla mnie mniamniuśna. Myślę, że moralność mam rozbudowaną całkiem nieźle, więc ustalanie swoich własnych reguł nie skończy się ani dla mnie, ani dla świata tragicznie. Właśnie! Mam swoje zasady, którymi kieruję się na codzień i dlatego (uwaga, to będzie mocne) zwyczajnie nie potrzebuję wiary. Paramparam - dlatego jestem sam. Chaos!

Lecimy dalej z falą myśli - wiecie... Jestem dość kontaktową osobą i znam w sumie dużo ludzi. Zwykle kiedy trafiam do dużego skupiska ludzi (kolejka, centrum handlowe, kampus centralny), to ciężko mi nie spotkać kogoś znajomego. Fajna sprawa jak się mija znajomą twarz, która z uśmiechem powie choćby i krótkie "cześć". A propos tego właśnie całkiem niedawno niejaki Jakub M. zadał mi jedno z mądrzejszych pytań zadanych mi EVER. Przy okazji jakiejś rozmowy rzucił mimochodem "Słuchaj, Ty znasz tyle tych ludzi, ze wszystkimi się witasz i coś tam załatwiasz... a jak potrzebujesz, to Ty masz z kim pogadać?". Mam! Jasne, że mam! Tylko że to też mnie skłoniło do rozmyślania - ilu ludziom zależy na mnie tak samo jak mi na nich? Takie rozkminy są złe i zwykle zaczynam w nie wpadać jak nie dzieje się ze mną najlepiej. No... więc teraz mam takie rozkminy, ale nad nimi pracuję. Lepiej? Zobaczymy.. Mam nadzieję, że odbudowywanie siebie po trzęsieniu ziemi nie potrwa zbyt długo. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś dowiem się od kogoś (tak jak kiedyś od pewnej pani z Cieszyna), że moja/mój Muchness nie umarł/a. Chcę być spontaniczny, żywiołowy i towarzyski. Tak jest najlepiej. Prosta rada: "Stań się najbardziej zaangażowanym i entuzjastycznym człowiekiem, jakiego znasz.". I w tym rzecz - Chcę stosować się do swoich własnych rad. To chyba najlepsze życzenie, co? Tak jest! Cóż za wspaniała puenta! Na moje następne urodziny nie życzcie mi standardowego "wszystkiego najlepszego". Życzcie mi, żeby całe życie udawało mi się "stosować się do własnych rad". I to właśnie będzie to "wszystko najlepsze". Serio!

oskitoogarski
(2011-06-11, 02:34:56)


skomentuj (4)